Dzień Julii i Krzysztofa udowodnił, że najlepszy przepis na ślub to spokój i szeroki uśmiech, nawet gdy nie wszystko idzie zgodnie z planem. Choć poranek dostarczył lekkiego dreszczyku emocji, bo ich niebieski Mustang z powodu małego, rodzinnego nieporozumienia u właściciela, dotarł pod kościół w ostatniej chwili, to ani na moment nie zepsuło to świetnej atmosfery. Ceremonia w klimatycznym kościele pw. Marii Magdaleny w Radlinie II była pełna ciepła, a prawdziwa energia wybuchła tuż po niej. Młodzi ruszyli prosto do Sali Tarasowej w Rybniku. To był jeden z tych dni, gdzie elegancja spotkała się z totalnym luzem, a uśmiechy Julii i Krzysztofa ani na chwilę nie schodziły z planu.

